Kamień
Historie mówione
Transkrypcja: Historia Hildegardy Schymetzki
HS: Na te klachy to jo już tu mieszkała, nie? No ale potem, wiesz co, się skończyło.
MG: A czemu?
HS: Jak jo wyszła za mąż, to tu było wszystko… Tu była góra wykończona, ale było dwóch lokatorów. Jak jo wyszła za mąż, to jo potem nie miała nic. U góry było wszystko… puste budy.
MG: Budy… Ale to godo pani… Bo tutej ta chałupa, ona w kierym roku była wybudowano? Ten dom. Kiedy był wybudowany?
HS: A tu był inny dom, tu był inny dach. I jo to potem, jak jo wyszła za mąż, to jo to potem podwyższyła, bo nie było ani schodów, ani… jak to się nazywo… izbów, bo jo niy miała kaj mieszkać. Ale były ciotki. Były dwie ciotki, co miały… jedna ciotka miała tu, a my mieli tam. Kuchnia wspólno my mieli. No i jakoś to tak my żyli, że jak potem Darek się urodził, nie, to było dwa lata, a potem szoł do komunii, no to jakoś my to już chcieli zrobić. I tu były takie wąskie okna, tu i tam. I po tej komunii to on padoł, to ciotki się wyprowadziły, to my musiały, wiesz co, jak to się nazywo, tamto zrobić, nie? I my zrobili tam, żeby kuchnia zrobić i łazienka, bo łazienki my nie mieli! A wszyscy już mieli łazienka. No a potem, jak ta łazienka była już, co już po komunii, to mama wyszła za mąż przed tą komunią i mieszkała w Książenicach z bratem. No i tam wszystko mieli. Ale za dwa lata powiedzieli, że oni się nazot przyprowadzą. I potem tu przebili drzwi, tu była kuchnia, a tam to było puste, bo my tam chcieli ta łazienka zrobić, niy? Tu łazienka, a tam kuchnia, tak jak to teraz momy. No i mąż powiedział „koniec”, niestety, a pieniądze my mieli, bo on dostoł 60 tysięcy ze swoich, od swoich rodziców, od swojego brata, bo my tam zrezygnowali. No i 60 tysięcy my mieli, no i on pado „wiysz co, no ale kaj my to ulokujemy? Bo piniądz musi robić piniądz”. No i koniec było. […]
MG: Ale pani Hildo, niech mi pani poopowiado, jak to tu było, jak pani była mało.
HS: Jak była żech mało? To wiesz co, mój ojciec był w obozie. Bo się za bardzo, wiesz co, polityką się zajmowoł, no i go zawarli do obozu, w Oświęcimiu był. I mie było dwa lata, jak go zabrali. A potem jo tam roz była, on był w Oświęcimiu cały czas, a jo tam potym roz była, bo chcioł mie tyż widzieć. No i to żech tam była z ciotką. Z ciotką żech tam była. Potem mama już tam ze mną nie była, a w 1945 roku, jak obóz już zlikwidowali, co już wiedzioł Niemiec, że przegroł wojna, to ojciec mój szoł na Niemcy. Wszyscy go wyprowadzali, nie, bo to cały tyn obóz go wyprowadzoł. No i potem, wiysz co, szoł na tyn obóz, bo ten gość, co z nim szoł, to on tu potym był i powiedzioł… Ale w jakiej miejscowości, jo się tym za bardzo nie interesowała, bo Darkowi było rok. Rok i on, ten ojciec, ten kolega, tu przyjechoł i powiedzioł, no że mo młodo żona, bo mie było, to znaczy mojij matce było trzydziści lot i małe dziecko; i on by jeszcze chcioł, no i chcioł. Były jakieś chyba luki i chcioł uciec. No i go zastrzelili. I potem ten gość tu był i on to opowiadoł nom i on powiedzioł…. A on, ten gość, był dyrektorem fabryki z Poleny z Raciborza. Była tako fabryka, co proszki robiła, nie, no ale to było w, wiesz co, 1964, 65 roku. No i na tym się skończyło. No a potem matka się wydała, a jo tu zaczła mieszkać. To znaczy za 20 lot, to jo potem tu zaczła mieszkać, ale remontuja do tej pory. No bo matka potym miała syna i tam wybudowała, nie? I ona właściwie tam wszystko dowała, a jo… jo powiedziała, jo musiałach zostać, to co ojciec mi zostawił, to jo to wykończa, ale nie wykończyłach tego, bo piwnica mie jeszcze czeko. Ta piwnica to mie, wiysz co… Zresztą sama wiysz, że zawsze nas zalewyła. A jak potym, bo tu były dryny, a potem, wiysz co, jak ta droga robili, dryny przerwali, a mie nie było. Jo była, wiysz co, jo była w Hiszpanii na wczasach, bo jo dość tak Europa żech zwiedzała. A sąsiadka se nie dała pozór, dryny przerwali i koniec było. I potym mie zalewało, do tyj pory. No w tym roku niy, bo niy ma, jak to się nazywo, za bardzo dyszczów. Są, ale takie małe, to jo do piwnicy chodza i oglondom.
MG: No a niech mi pani jeszcze powiy, jak pani była młodą dziewczyną, bo jo nie znałach tyj historii, że pani ojca do obozu wywieźli. Za co go wywieźli?
HS: No teraz byda musiała sama to jakoś, jak umrza.
MG: A to pani myśli, ach, co to pani godo.
HS: Jo godom, cały czas musza oszczędzać. Dlatego że jeszcze widza, tu tam, tu tam, ale jak nie byda całkowicie widzieć, to musza iść do domu starców. Ale nie wiem, wiela to bydzie lot.
MG: Na spokojnie, radzi se pani super. A niech pani jeszcze opowie o tych wysiadach. Jak tu baby chodziły na wysiady.
HS: Wysiadach? A to jo ci powiem. Moja mama chodziła do roboty. Jo, słuchej, jak to się nazywo, jo byłach mężatką i miałach dziecko, nie? To ona przyszła… brat jeszcze, bo oni mieszkali, brat z mamą mieszkali tu w tych dwóch pokojach. To jak przyszła z roboty, no tam coś zjadła, wiysz co, brat mioł motór i to jeździł z kolegami, z Krawieczkami. No i potem, wiysz co… A na wieczór, jo miałach dziecko małe, to mogła mi tyż co pomóc, to szła abo do Boberki, abo do Wałaszki, abo do Wawocznyj. No i u Boberki, z tyj roboty jak przyszła, to dostała wylyw. U Boberki się to stało, jeszcze Kaszino była, nie, no i Boberka przyleciała, Ymil chyba przylecioł, pado „mamie się coś stało”, no a telefonów nie było. „Jeździe po telefon, żeby pogotowie przyjechało”. No to Felek wzion, mąż wzion rower i trzeba było na dworzec kolejowy lecieć. No i tam zadzwonioł i przyjechało pogotowie, ale on podoł nasz adres i jak nasz adres podoł, jo już tam była. I Darkowi było z półtora roku i jo godom… i on tu był, nie, Felek tu był, mąż tu był. I godo „nie, to trzeba tam”, bo tutej chałupy nie było, ino tam. No i te pogotowie tam przyjechało, zbadali ją, wylew. No ale ona potem miała trocha tak buzia skrzywiono i noga. I przywioźli ją tu, niy? I jo godom „ona tam nie miyszko, ino tu”. A tu była sypialnia, łóżka, niy, normalnie, ją położyli do łóżka no i… Ale brat nie chcioł z nią spać. No i zaś społ na wiyrchu z mężem, a jo z nią spała. Jo się tyż boła, niy? Bo to było, wiysz co, sześćdziesiąt, siedemdziesiąt lot tymu, to tak nie było, żeby ją wziąć do szpitala, ino ją nie ruszać. No i my to ją nie ruszali, a jo spała tu, z nią, bo brat się boł. No i potem na drugi dziyń zaś przyjechoł doktór i powiedzioł, że ona do szpitala ni może iść. Bo jo myślała, że może do szpitala ją weznom, no to jeszcze nie było takij techniki, że tyn… no i doł taki przekaz, a ona pracowała na Krywałdzie w Szczygłowicach.
MG: A co tam robiła?
HS: To była fabryka, wytwórnia, tych, nabojów.
MG: Amunicji? W tyj fabryce amunicji robiła?
HS: Ja. No i że na rehabilitacja. I mąż ją woził na motorze, bo autów żodnych nie było.
MG: Jezus, na motorze…
HS: Na motorze ją woził, do Szczygłowic co trzeci dzień na rehabilitacjo. No i tam potym z tego wyszła, no i poszła na emerytura. No a jo była, jak to sie nazywo, dwa i pół roku, to jo była na… co nie pracowała, bo…
MG: Na macierzyńskim.
HS: Bo nie miałach kaj dziecka dać. Mama była choro, to się nie zajmowała, a jo nie miałach kaj dziecka dać, no to potem koleżanka powiedziała „wiysz co, ale w kwietniu jest robota”, a jo całe lata robiła na Silesii w zaopatrzyniu. Pada ona „robota jest, jak chcesz”, to było nowe przedsiębiorstwo, „jak chcesz, to ci załatwia”, a ona była w kadrach, „to jo ci załatwia ta robota”. No i żech zaczła od pierwszego kwietnia ta robota. Darkowi było 2 lata, ale tu nie było przedszkola, to znaczy przedszkole było, ale był za mały do przedszkola i żech go prowadziła do Magdy Niezgodowej, no i tam był aż do… Jo go prowadziła tak o szóstyj, do koszyka wsadziła na rowerze i żech jechała. I potem zostawiłach rower, a jo leciałach potym na pociąg, na dworzec leciała żech, co był tam katowicki i makoszowski. Makoszowski zawsze późnij jeździł, a katowicki pryndzyj jeździł, to na jaki żech zdążyła, to jechała do Rybnika i potym żech leciała do pracy, a mąż jeździł na Silesia o szóstyj, o piątej mioł pociąg i przyjeżdżoł o drugij do domu i zaś jechoł po dziecko do tej sąsiadki, bo jo tam rower zostawiłach. A jo pracowała, jo dopiero o czwortej przyjeżdżała. Bo do trzecij, jo o pół czwortej pociąg, bo żodnych autobusów nie było. No i potem żech, my szli do dom. No to on się… przedtem żech już obiod ugotowała, niy no ciynżkie życie było. Bo teraz to mają, wiysz co… Ty już mosz takie młodsze życie. Bo mama tyż nie miała za dobrze, bo tam tyż tam były te Pieszki, co ona tam… A tak to tyż miała ciynżkie życie. To my miały, wiysz co, ciynżkie życie. No a tu my zrobili dwa lata tymu remont, nie? Bo łaziynki żech tyż nie miała, to znaczy wanna była, ale jak jo wyszłach za mąż, to jo potym w Niymcach była… Jo byłach cztyry lata w Niymcach, zaroz przyszły takie mrozy i wszystko porozrywało. No i zaloło mi, jak jo potym przyjechała, z mężem my już przyjechali, to wszystko my powyciepowali, ale zaś nie było tych fachowców, co to by byli i dobrze zrobili. Nie było żodnych firmów, teraz mosz firma i ci zrobią wszystko ładnie. No i takigo jednego chłopa mi tam doradzili i to mi zrobił ta kabina… Dziadowsko mom, no ale mom. No i jo padom, nie byda już nic robiła.
[Transkrypcję przygotowała Agata Gołąbek]
Stefania Orszulik, opowieść o Alojzym Szewczyku
Rozmawiają: Agnieszka Lniak Monika Glosowitz Stefania Orszulik
Słowa kluczowe:
agitacja Alojzy Szewczyk Augustyn Machura Auschwitz-Birkenau budowa szkoły Chrześcijańsko-Narodowe Zjednoczenie Pracy duma historia kobiet Kamień mniejszość narodowa patriotyzm plebiscyt Polska Organizacja Wojskowa polska szkoła Powstania Śląskie przekaz międzypokoleniowy roboty przymusowe spółka elektryfikacyjna Stein strach szkoła niemiecka szkoła podstawowa szupoki trauma trauma dziedziczona wdowy wojenne Wehrmacht więzień P wojska Andersa wrogowie Rzeszy zamach